Czekam na przeszczep rogówki. Tu będę opisywać kolejne etapy tej medyczno-administracyjnej drogi przez mękę .
Kategorie: Wszystkie | medycznie | moja historia | w oczekiwaniu
RSS
poniedziałek, 11 lutego 2008
nic nowego
Nic nowego tutaj bo i nic nowego w czekaniu. Badanie czyli pierwszy schodek, dopiero za 6 tygodni, do tego czasu nic, nic, nic.
Włączyłam tryb przetrwania. Tak sobie to prywatnie nazywam. Zajmuję się czymś innym i nie myślę o tym, na co czekam.

Powinnam może mieć wyrzuty sumienia. W końcu czekam na czyjąś śmierć, tak naprawdę, w istocie, w samym sednie sprawy jest to, że ktoś weźmie za ostry zakręt na motorze, ktoś złapie się za serce przy rodzinnym obiedzie, kogoś zatkane naczynko w mózgu w ciągu sekundy zamieni z żywego człowieka w warzywo oddychające dzięki maszynie, magazyn części zamiennych. Jest mnóstwo sposobów na szybką śmierć.

Ale z drugiej strony to chyba trochę jak maselniczka po babci M. Babcia Zosia nie potrzebuje już maselniczki, nie potrzebuje swoich książek i serwisu obiadowego, więc komu to szkodzi że my, żywi, będziemy dalej używać jej rzeczy?

Bardziej jak spadek, jak coś co już komuś niepotrzebne, oddane tym którzy bardziej potrzebują. Dlatego nie mam wyrzutów sumienia.
00:46, kerry_weaver , w oczekiwaniu
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 stycznia 2008
czekanie
Larry w swojej historii pisze: "I am used to waiting".

Większość tej drogi będzie czekaniem - na kolejne badania, na decyzje, wreszcie na termin zabiegu a później na poprawę wzroku.

Na razie czekam na pierwsze badanie, wyznaczone na 18. marca.

Czytam dobrym okiem w "Gazecie" kolejne artykuły i komentarze do sprawy dr Garlickiego. Jednemu pochopnemu i brutalnemu oskarżeniu rzuconemu przez ministra żądnego sukcesów zawdzięczamy spadek liczby przeszczepów wszystkich organów, dłuższe kolejki.

Ja mogę czekać. Nawet i trzy, cztery lata - tyle się teraz czeka w kolejce "państwowej". Prywatnie podobno krócej choć nie ma większych szans na oczekiwanie krótsze niż rok. W końcu od lat mam problem, a z decyzją o staraniach o przeszczep czekałam do ubiegłego roku. Mam jedno zdrowe oko, mogę czytać, pisać, funkcjonować. Nawet gdyby zdrowego oka zabrakło to widzę tym chorym na tyle żeby móc funkcjonować na podstawowym poziomie z niewielką pomocą innych - zawsze można zapytać jaki autobus przyjechał czy co jest napisane na kubeczku jogurtu w sklepie.

Ale co z ludźmi którzy czekają na ważniejsze organy, na nerki, serca, wątroby? Nie każdy ma takiego ojca jak Przemysław Saleta, który oddał córce własną nerkę. Nie każdy ojciec może oddać nerkę albo kawałek wątroby dziecku.

Byłoby miło gdyby politycy czasem pomyśleli ilu ludzi narażają na jak poważne konsekwencje swoimi pochopnymi oskarżeniami. Ja, jeśli się nie doczekam na przeszczep to w najgorszym wypadku będę musiała przerzucić się na audioksiążki albo po prostu będę jednooczna. Ale co z poważnie chorymi?
09:38, kerry_weaver , w oczekiwaniu
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 stycznia 2008
medycyna ludowa
czyli sposób na uparte zapalenie brzegów powiek.

Sposób ludowy ale podany przez lekarkę z poważnej kliniki, więc pewnie warto spróbować. Do tego jest niezwykle prosty :)

Na zapalenie brzegów powiek (zaczerwienione, spuchnięte, piekące powieki) należy przez kilka dni przykładać okłady z ekologicznego ziemniaka, startego, odciśniętego i zawiniętego w czystą gazę. 

Za kilka dni napiszę czy sposób działa.
09:09, kerry_weaver , medycznie
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 stycznia 2008
jeden wielki błąd
Jestem jednym wielkim błędem lekarskim. Wielkim "gdyby".

Gdyby trzydzieści lat temu moi rodzice zorientowali się że kolejne zapalenie spojówek nie jest tym, na co wygląda - być może zapalenie rogówki dałoby się wyleczyć zanim zostawiło mi w oku bliznę jak lej po bombie, centralnie na środku pola widzenia.

Gdyby któryś z niezliczonych okulistów zamiast zapisywać mi coraz mocniejsze okulary i dziwić się że nie pomagają, zrobił jedno proste badanie - być może zrobiono by mi ten przeszczep 25 lat temu. Zamiast tego, nosiłam szkła o mocy +8, w których wyglądałam jak kosmita z jednym okiem o wiele większym od drugiego, a kolejni lekarze kręcili głowami kiedy magiczna tablica z literkami po raz kolejny okazywała się szarą masą, oprócz wielkiego E na górze.

Gdyby ktokolwiek mi uwierzył kiedy mówiłam że widzę rozmazane obwódki wokół latarni i że nie wiem co jest bliżej a co dalej...

Gdyby komputery do badania wzroku wprowadzono jakiś czas wcześniej...

Zdiagnozował mnie komputer. Sympatyczna okulistka w salonie optycznym na Koszykowej, gdzie wybrałam się z mamą po nowe oprawki do moich szkieł dla kosmity, pokręciła głową.
- Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Niemożliwe żeby się zepsuło! - powiedziała z nabożnym szacunkiem do maszyny, która w 1990 roku była wielką nowością. Pokręciła czymś i spróbowała jeszcze raz. Jeszcze i jeszcze. Po kilku razach się poddała, i wypisała receptę na szkła o mocy + 3,75 równocześnie ze skierowaniem do szpitala...
Ciąg dalszy nastąpi.
09:09, kerry_weaver , moja historia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 stycznia 2008
droga przez mękę
Za mną druga wizyta u profesora Szaflika. Drugi etap na drodze do dobrego wzroku.

Być może już za rok-dwa będę widziała świat dwojgiem oczu. Jeśli uda mi się przebrnąć przez kolejne potyczki z... uwaga... PRYWATNĄ służbą zdrowia.

Profesor jest sławą. Rozumiem to i domyślam się, że jak ktoś jest sławą to może brać za wizytę dowolną kwotę - prawa rynku. I wizyta może trwać 1,5 minuty. I może sławę wkurzać pacjent który zadaje pytania zamiast siedzieć cicho i Być Wdzięcznym.

Ale nie rozumiem dlaczego na wizyty do prywatnej kliniki za jedyne 200 złotych obowiązuje system zapisów jak do rejonowego internisty w Pcimiu Dolnym (telefonicznie w każdy przedostatni poniedziałek miesiąca na kolejny miesiąc). Dlaczego jeśli już po godzinie dzwonienia z dwóch aparatów na dwa numery non-stop człowiek się umówi na wizytę na konkretną godzinę to później o tej konkretnej godzinie 16.15 okazuje się że o 16 wchodzą pacjenci z 13 a pacjenci z 16 to najwcześniej po 18 może wejdą. Dlaczego konsultacja u profesora składa się z 3 minut badania przez innego lekarza i 1 minuty rozmowy z profesorem.

I dlaczego druga wizyta wygląda identycznie jak pierwsza i tak samo jak pierwsza kończy się nieokreślonym - no to proszę się pokazać za jakiś czas.

Po zainwestowaniu kolejnych 200 zł i kolejnych 3 godzin mojego życia czuję się zawiedziona, zła i ani odrobinę bliższa celu niż pół roku wcześniej...

ale może tak to ma być, może tak leczą Sławy, może taka jest cena za dobry wzrok?
21:34, kerry_weaver , w oczekiwaniu
Link Komentarze (1) »